Co ogrodnictwo ma wspólnego z ubezpieczeniem na życie? Opowiada Izabela Domańska – doradca ubezpieczeniowy, opiekun klienta, ktoś kto w gonitwie dzisiejszych czasów – czuwa.

Kiedy zapytałam o pasję, coś bliskiego twemu sercu – powiedziałaś ogrodnictwo. Dlaczego?
To mój pierwszy zawód, który z perspektywy lat nabiera wielowymiarowości. Ogrodnicy żyją dłużej bo mają kontakt z ziemią, a ziemia jest czymś pierwotnym – stabilizuje, uspokaja, odpręża. Osoby, które mają  kontakt z naturą lepiej znoszą stresy, rzadziej chorują, żyją lepszym rytmem… To ważne w dzisiejszych czasach. Otaczająca nas rzeczywistość ulega dziś bardzo szybkim zmianom. Świat nigdy nie pędził w tak zawrotnym tempie. Moi klienci są często tak zabiegani, że spotykamy się późnym wieczorem albo między ich spotkaniami, zdarza się też, że rozmowy o zabezpieczeniu siebie i rodziny rozwlekają się na długie miesiące…

Skąd ten pęd? Przecież ostatnio tak modne jest życie zgodnie z ideą  work&lifebalance.
Trochę ciągle jesteśmy niewolnikami konsumpcji, niestety – ciągle chorujemy na przerost ambicji. No i zdecydowanie za mało o siebie dbamy – o regularne jedzenie, relaks – taki prawdziwy, ze spokojnym oddechem… Za mało dbamy o ciało i zasoby energii  – jakbyśmy byli nieśmiertelni. To niebezpieczne. Tyle czasu ile poświęcamy pracy tyle powinniśmy poświęcić sobie i rodzinie.

Co jest najtrudniejsze w twojej pracy?
Często spotykam się z tym co nas najbardziej zaskakuje w życiu  – wypadki, choroby. To trudne bo doradzając klientom w tak osobistej sprawie jak zabezpieczenie zdrowia i życia często przywiązuję się do nich emocjonalnie, czasami jestem powiernikiem, kimś kto wie więcej niż przyjaciele czy rodzina.  Kiedy klient jest świadomy,  w trudnej sytuacji mogę pomóc,  wtedy czuję ulgę – klienci po wypadkach szybko wracają do zdrowia i pracy  – bo są na to fundusze z polisy. Gorzej kiedy muszę walczyć o bezpieczeństwo klienta bardziej niż on sam.

Na czym to polega?
Bardzo często ochrona życia i zdrowia kojarzy się ze stosem dokumentów do wypełnienia i koniecznością wydania pieniędzy. Jednak w sytuacjach kryzysowych, w momentach nieszczęścia, niefortunnego zbiegu okoliczności klienci szukają oparcia… to naturalne. Zanim jednak klient zdecyduje się na umowę często potrzebuje wiele czasu i energii aby uświadomić sobie jak jest to ważne. Statystyki mówią same za siebie –  na raka i choroby serca w Polsce chorują coraz częściej ludzie tuż po 30 roku życia. To oznacza, że aby dostarczyć  klientowi umowę ubezpieczenia czasami muszę o niego walczyć jak lew. Dosłownie i w przenośni… (śmiech)
To trudne. A jakie momenty sprawiają, że jednak coraz więcej angażujesz się w pracę, szkolisz, edukujesz klientów.

Ostatnio jeden z klientów powiedział mi: „Iza, dobrze mieć kogoś, kto czuwa i jest zawsze –  tak samo  zaangażowany, niezawodny.  Stałość wcale nie jest w dzisiejszych czasach taka oczywista.”
Czasem słyszę, że uratowałam komuś życie. To buduje. Nadaje sens mojej pracy.